Można rzec lasagne dietetyczna ;) Nie ma tu makaronu, nie ma sera, mleka i śmietany. Z tradycyjnej lasagne zostało chyba tylko mięso i pomidory. Jeśli mnie pamięć nie myli, jest to pierwszy na moim blogu przepis z mięsem. Ano tak... Trochę z mięsem się muszę przeprosić. W myśl zasady niech pożywienie będzie twoim lekarstwem, wg której staram się żyć, każdy ma swoje dolegliwości, skłonności i dla każdego lekarstwo powinno być dopasowane odpowiednio do stanu zdrowia. Tak samo jest z jedzeniem. To co dla jednego będzie pogłębiało i nasilało jego dolegliwości dla innej osoby będzie leczyło. Tak też jest z mięsem... Mięso to najbardziej odżywczy pokarm, ma największy potencjał tzw. yang, czyli rozgrzewania, dodawania energii. Niestety w dzisiejszych czasach mięso znacznie za często gości na stołach, do tego niezbyt dobrej jakości i niestety również przyrządzane w nieodpowiedni sposób. Bo to, co ma swoje zalety ma też swoje wady. Wszystko zależy od punktu widzenia,a dokładniej - od tego, co potrzebuje.
Ja po kilku latach bycia wegetarianką, w dalszym ciągu uwielbiam dietę opartą głównie na produktach roślinnych, jednak od czasu do czasu staram się zjeść mięso. Dobrą porą roku na jedzenie mięsa jest jesień i zima, natomiast wiosną i latem dominować powinny warzywa, których wtedy jest mnóstwo.
Gdy już jem mięso, w moim przypadku wybór trafia na wołowinę lub jagnięcinę, unikam przede wszystkim wieprzowiny oraz masowo hodowanych kurczaków.
Ale do rzeczy - pierwszy przepisie mięsny - witaj.